Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne
Naturalnym dążeniem każdego genealoga jest znalezienie jak największej ilości członków rodziny i odkrycie ich dziejów. Szukamy najpierw wśród żywych, jak się wyczerpią żywe źródła, zaczynamy sięgać po zasoby ukryte w pamięci żywych, w księgach metrykalnych i innych dokumentach. Tak też było i u nas. Doprowadziliśmy poszukiwania genealogiczne do punktu, kiedy można już coś pokazać, bo zarysował się kształt drzewa genealogicznego rodziny. Myśl zorganizowania zjazdu rodzinnego dojrzewała dość długo.

Badaliśmy chęci bliskich i dalszych krewnych do spotkania się, odnowienia więzi rodzinnych i nawiązania nowych znajomości.

  Przez wiele lat, z różnych powodów niektóre gałęzie rodzinne oddaliły się od siebie, nawet pojawiały się oznaki niechęci lub skrywanych przez lata urazów. Często osoby, które miały jakieś pretensje lub sami stwarzali powody oddalania się od siebie już nie żyją. Jednak w stosunkach rodzinnych pozostały jakieś luki i zimne zakątki, które należało rozgrzać i wyrównać temperaturę sprowadzając ją do klimatu umiarkowanego, w którym żyłoby się dobrze wszystkim członkom rodziny. 

 Zaczęliśmy ustalać czas i miejsce spotkania, słuchaliśmy opowiadań o innych zjazdach rodzinnych, śledziliśmy na Genpolu dokonania innych odważnych, którzy takie zjazdy organizowali i nabieraliśmy przekonania, że musimy zorganizować zjazd rodzinny mimo wszystko. Musimy się spotkać mimo wszystkich trudności i bardzo małego zainteresowania części rodziny a raczej niedowierzania, że w naszych warunkach, z naszymi możliwościami, takie przedsięwzięcie może się udać. Na początku było nas tylko dwoje emerytów bez samochodu, ze słabą znajomością komputera, a innych braków nie będę wymieniała, żeby się całkiem nie kompromitować. Mięliśmy przysłowiową „motykę”, z którą można się wybrać na słońce lub księżyc.

Żeby to opowiadanie nie było zbyt długie zacznę od razu omawiać zasady i poszczególne działania, które trzeba podjąć organizując zjazd:

Cel zjazdu, forma, ilość osób, dopasowanie oczekiwań gości.

 Chcieliśmy wszystkich ze sobą poznać, przybliżyć, pokazać, że nie są ważne przejściowe niesnaski z poprzednich wieków. Tu mięliśmy potomków osób z różnych zaborów, którzy pewnie walczyli po obu stronach barykad i frontów. Chcieliśmy pokazać, że najważniejsze, że jesteśmy rodziną, która zawsze się znajdzie i będzie czuła bliskość. Żeby o tym mówić chcieliśmy zebrać jak najwięcej osób, do których powinno to przekonanie dotrzeć.

Przy takiej ilości osób nie mogło to mieć formy imienin u cioci. To musiał być festyn, bo najlepiej przy wspólnej zabawie integruje się środowisko. Poziom tego festynu musiał zadowolić wszystkich. Analizowaliśmy, jakie zawody reprezentują nasi goście i od tego zależało ułożenie prezentacji osób i włączenie ich do samo prezentacji. A także wspomnienie ważnych dokonań dla Ojczyzny i własnego środowiska. Należało również dopuścić do mikrofonu osoby z odległych regionów, żeby miejscową gwarą powiedzieli coś o sobie.

 Termin zjazdu: kilka dni wolnych od pracy, długie weekendy, niezbyt zimne noce, nie może być zbyt gorąco ani zbyt zimno, bo starsze osoby i małe dzieci nie zniosą trudów podróży.

 Wybór miejsca.

1. Musi być dobry dojazd pociągiem lub autobusem, bo nie wszyscy mają samochody. Zapewniamy odbiór osób z dworca i dowiezienie do hotelu.

2. Jeżeli wieś, lub las to musimy zapewnić dach nad głową w razie deszczu lub zbytniego słońca, ubikacje, nagłośnienie.

3. Jeżeli miasto to nie może to być elegancki lokal, gdzie strach puścić dzieci, bo zaraz coś przewrócą lub za głośno będą się śmiały. To jest spotkanie rodzinne, na którym wszyscy muszą się dobrze czuć, muszą mieć swobodę poruszania się, a nawet chwilę odpoczynku w pozycji poziomej (mogą być seniorzy). Każde miejsce należy zaprezentować albo poprzez wyeksponowanie miejscowych walorów, historycznych zdarzeń najlepiej związanych z członkami rodziny, lub jako historycznej i zabytkowej wartości. W wybranym miejscu może być tylko rodzina i nie powinien być łatwy dostęp dla przypadkowych przechodniów i nieproszonych gości. Nie będziemy mieli czasu i możliwości czuwać nad wszystkim, łącznie z aparatami fotograficznymi, torebkami, kamerami, które każdy chce mieć na takim zjeździe.

 Identyfikatory.  Przygotowaliśmy identyfikatory w taki sposób, żeby można było łatwo znaleźć swoje miejsce na wydruku drzewa genealogicznego. Przed imieniem był numer pokolenia, potem było określenie syn/córka/żona/mąż osoby, która wiąże nas z drzewem. U dołu jest imię przodka z drugiego pokolenia, a obok imię przodka z czwartego pokolenia. Wszystkie osoby są w takim kolorze jak na wydrukowanym drzewie. Umieściliśmy również logo, miejsce i datę Zjazdu.

 Recepcja musi być wcześniej przygotowana i prowadzona przez dwie lub trzy osoby. Ktoś starszy wita gości i rozpoznaje (albo zna osobiście, albo na wyczucie po wcześniejszym przygotowaniu się oglądając zdjęcia i wiedząc, jaki może być skład rodzin). Każdy z gości powinien się czuć rozpoznanym i indywidualnie potraktowanym. Nasi goście od samego wejścia muszą wiedzieć, że mają swój kawałek miejsca w naszym sercu. Potem przekazujemy rodzinkę w ręce naszych młodych „urzędników”, którzy już mają identyfikatory poukładane rodzinami i je rozdają do przyczepienia na klips lub agrafkę. U nas w recepcji były od razu rozdawane foliowane obrazki z jednej strony motto o rodzinie lub genealogii a z drugiej logo naszego Zjazdu. Rozdawane były równocześnie śpiewniczki specjalnie przygotowane na Zjazd. Potem goście byli prowadzeni przed wydruk drzewa genealogicznego.

 Wydruk drzewa genealogicznego. Nasze drzewo miało prawie 8 m długości 1,8 m wysokości. Każda gałąź rodzinna była innego koloru, co współgrało z identyfikatorami. Były zdjęcia wszystkich osób, który je przysłały i życzyły sobie, żeby je umieścić na drzewie. Rozpięte było na stelażu przygotowanym poprzedniego dnia przez osobę wcześniej wyznaczoną.

 Śpiewniczki. Śpiewniczki muszą być przygotowane bardzo starannie pod względem repertuaru. To pomaga w utrzymaniu poziomu zabawy, jaki preferujemy. Musi być wesoło, ale musi być spełnione przesłanie Zjazdu. To, co piszę to nie jest mowa na akademię, ale moje odczucie, jako organizatora takiego przedsięwzięcia. Jeżeli wspominamy o patriotycznych dokonaniach naszych przodków i chcemy się nimi chwalić, to jest właśnie okazja do zaprezentowania, w jakiej atmosferze wychowuje się wartościowych ludzi. Śpiew i zabawa też czemuś służy. Na pewno rozweseleni biesiadnicy pośpiewają to, co im w duszy gra i bardzo dobrze, że tak jest. Jednak dobranie przewodniego tonu uroczystości należy do gospodarzy. U nas dodatkowo jeszcze śpiewniczki śląskich piosenek przywieźli Ślązacy i śpiewaliśmy je z bardzo dobrym skutkiem. Najwięcej śpiewaliśmy w drugim dniu wieczorem przy gruli w luźniejszej atmosferze.

 Przemówienia. Ponieważ rodzina pochodzi ze Śląska, a wielka jej część znalazła się na Pomorzu za sprawą historycznych kolei losu i Zjazd odbywał się w Toruniu, oczywistą rzeczą było omówienie historii rodziny i przedstawienia powodów znalezienia się dziadków na początku XX wieku tyle kilometrów od swojego gniazda rodzinnego. Dlatego kuzynka ze Śląska i brat z Pomorza w kilkunasto minutowych przemówieniach naświetlili nam historię rodziny na tle wydarzeń w naszej Ojczyźnie. Do tego, jako przerywniki dobrane były piosenki wojskowe i patriotyczne.

 Koszt zjazdu składa się z trzech części:

1. Koszt przypadający na każdego członka rodziny. Musi to być kwota nie zbyt duża, żeby mogły przyjechać całe rodziny. Najlepiej jak to będzie tylko wartość jedzenia i noclegu.

2. Koszt, który należy pokryć ze środków, na które można liczyć od ewentualnych sponsorów rodzinnych. To jest sprawa bardzo delikatna i trudna. Na zdobycie tych środków trzeba życzliwych rozmów i wiele czasu, na dojrzewanie rodziny do takiego przedsięwzięcia.

3. Wartość darów w naturze: pieczenie ciast, wystrój kaplicy, muzyk, drukowanie identyfikatorów, pamiątkowych obrazków, śpiewniczków, oświadczeń o ochronie danych osobowych, drzewa genealogicznego w formie graficznej, ufundowanie owoców, prezent dla szczególnie wyróżnionych, na przykład seniorów zjazdu (nasi mięli 83 lata i byli 53 lata małżeństwem). Ponieważ mięliśmy umowę z lokalem, że kawę, herbatę, napoje i ciasto załatwiamy sami i podajemy sami. Zapewnioną mieliśmy gorącą wodę do parzenia kawy i herbaty. W związku z tym musieliśmy sami zabezpieczyć talerzyki do ciasta, kubeczki do napojów zimnych i gorących, łyżeczki i inne akcesoria jednorazowe. Dzbanki do kawy i herbaty oraz talerze i półmiski do położenia ciast przygotowaliśmy sposobem gospodarczym. Sami przygotowaliśmy kawę, herbatę, mleko, cukier w zakręcanych słoiczkach a także zimne napoje. Trudno sobie wyobrazić tęgą starszą ciocię o lasce jak wywija piruety z gorącym plastikowym kubeczkiem herbatki na pikniku rodzinnym. Aby tego uniknąć młodzież donosiła do stolików kawę i herbatę zaparzoną w dzbankach. Nie sposób wymienić tu jednostkowo wszystkich wydatków.

  Alkohol. Powinno się przyjąć, jako zasadę, organizację zjazdu bezalkoholowego. Wtedy organizatorzy nie biorą na siebie odpowiedzialności za spokój, bezpieczeństwo i dobry nastrój na spotkaniu. Jednak to jest spotkanie rodzinne i nie powinno być zakazów. Każdy powinien się dobrze czuć, więc najbliższa rodzina osób ze skłonnościami zakrapianej zabawy musi mieć świadomość odpowiedzialności za własne grono.

 Swoboda przebywania z dziećmi w różnym wieku. Musimy przewidzieć wózki dziecięce, możliwość spania i podgrzewania pokarmów dla niemowlaków, bieganie kilkulatków, swobodne spacery dla młodzieży.

 Uwzględnienie potrzeb religijnych. Możliwość uczestniczenia w Mszy św. szczególnie w dni świąteczne najlepiej uwzględnić w programie zjazdu. Mszę św. można zorganizować w warunkach polowych. Takie uroczystości dodają przeżyć wszystkim uczestnikom zjazdu. Dyspensę na piątek uzyskuje się od miejscowego proboszcza i dobrze jest powiadomić uczestników o tym, to bardzo ważne, podnosi komfort i daje odczucie zajęcia się wszystkimi uczestnikami zjazdu. W programie śpiewów zaproponować pieśń religijną wiążącą się z okresem liturgicznym lub inną w zależności od okoliczności.

 Podział zadań odbywa się przy pomocy b. delikatnej perswazji, a raczej wybadania możliwości osób, od których oczekujemy pomocy. Po rozdaniu zadań, nie wtrącamy się w ich realizację, tylko delikatnie, co jakiś czas sondujemy, jakie są postępy prac.

1. przygotowanie liturgii, włączenie dzieci i młodzieży do darów, czytań, grania, śpiewania, itp., W darach był chleb (5.0 kg) specjalnie pieczony z dekoracją na wierzchu, w której były wykorzystane elementy logo zjazdowego;

2. opracowanie pieśni zjazdowej;

3. przygotowanie zabaw i konkursów plenerowych;

4. przygotowania księgi pamiątkowej i czuwanie nad wpisami do niej;

5. wyznaczenie osób odpowiedzialnych za dowożenie samochodem w razie potrzeby.

U nas były jeszcze osoby odpowiedzialne za:

1. nadmuchanie baloników powietrzem i helem, zapisanie numerów i wyposzczenie ich w niebo. Było 100 baloników kolorowych gładkich i 100 baloników kolorowych z nadrukiem logo naszego Zjazdu Rodzinnego. Połowa baloników było nadmuchanych powietrzem dzień przed zjazdem i z tego część była dekoracją a część czekała na dzieci, żeby miały z czego strzelać. Druga połowa baloników była nadmuchana tuż przed rozpoczęciem Mszy św. żeby miały jak największą siłę wznoszenia w czasie ich wypuszczania w niebo po 2 – 3 godzinach. Do każdego z tych baloników przywiązany był maleńki liścik w foliowej torebce (4x8cm) z logo zjazdu z prośbą o powiadomienie na podany telefon lub e-mail gdzie doleciał.

2. zwiedzanie Fortu IV (XIX-wieczny fort pruski)– tu odbywał się Zjazd,

3. zwiedzanie Torunia nocą z przewodnikiem, pieszo i autokarem,

4. zwiedzanie zabytków Torunia z przewodnikiem drugiego dnia rano,

5. rozdanie świeczek każdemu uczestnikowi zjazdu w czasie nocnego wspomnienia przodków, zapalenie tych światełek,

6. deklamację wierszy w czasie nocnej uroczystości i prowadzenie pieśni oraz poczęstunku gości toruńskimi piernikami w czasie śpiewu o Toruniu, (w tekście są słowa o poczęstunku piernikami),

7. ugotowanie zupy dietetycznej dla osób starszych i małych dzieci, żeby nie musiały jeść grochówki,

8. pieczenie ciast, krojenie, rozkładanie na talerze w czasie całej uroczystości, a potem likwidowanie tych słodkości. Trzeba przewidzieć opakowania do resztek, porządkowanie wykorzystanych blach i opakowań,

9. przygotowanie owoców (wcześniejsze umycie i odpowiednie podanie).

 Zdjęcia. Koniecznie trzeba zamówić fotografa w celu zrobienia zdjęcia panoramicznego wszystkich gości. To musi być zrobione profesjonalnie i przyniesione do sprzedaży w ten sam dzień wieczorem, albo na drugi dzień, jeżeli zjazd będzie trwał dłużej. Zdjęcia powinny być na płytach i na papierze, według zamówienia gości, a fotograf powinien sprostać takiemu zamówieniu. To jest naprawdę bardzo ładna pamiątka. Następnie należy wybadać, kto będzie robił zdjęcia własnym aparatem. Kto ma kamerę i w jakiej relacji jesteśmy z tymi osobami, bo będzie potrzebny dość szybki kontakt i zgrywanie zdjęć na jedną płytę. Wiele rodzin będzie chciało otrzymać zdjęcia i film z całej uroczystości.

 Przygotowania wydruków drzewa genealogicznego. W pierwszym odruchu chciałoby się wszystkim wydrukować wszystko, co mamy i cieszyć się radością ze wszystkimi, że mamy tyle informacji. Wiemy gdzie, kto pracuje, ile ma lat, jakiej jest orientacji politycznej, religijnej i wiele innych rzeczy. Ale po namyśle i zapoznaniu się z przepisami, a także wsłuchaniu się w odczucia członków rodziny bliższej i dalszej, doszliśmy do pewnych wniosków, którymi się podzielę. Otóż ci, którzy podawali nam dane o sobie zaufali nam i nie spodziewali się, że nazbieramy w tej linii rodzinnej aż 850 osób zmarłych i żywych, i że przyjdzie nam do głowy rozdawać te dane wszystkim wokoło. Są również osoby, które są nieświadome, że ich dane są w naszym drzewie, bo zostały podane przez życzliwego krewnego. Wobec tego przyjęliśmy zasadę, że musimy się trzymać przepisów i możemy publikować dane o osobach zmarłych, natomiast przy nazwiskach osób żywych komputer wypisuje w nawiasie „wyłączone szczegóły”.Dla małych kręgów rodzinnych, gdzie wszyscy się dobrze znają, bywają u siebie na uroczystościach i wiedzą, co się w ich domach dzieje przygotowaliśmy wydruki z pełnymi danymi. Jednak prosiliśmy o podpisanie oświadczeń o zgodzie na takie wydruki. Szczegóły o sposobie załatwienia tej sprawy mogę opisać w indywidualnej korespondencji.

 Ciekawostki z pracy genealoga. Przygotowaliśmy segregator wypełniony kopiami różnych dokumentów i zdjęć z naszej pracy. Każdy dokument był w osobnej przezroczystej koszulce, żeby było łatwo czytać i w przypadku zdjęć żeby nie straciły efektu i czytelności. Tam były zdjęcia z mikrofilmów, zdjęcia z ksiąg metrykalnych, kopie korespondencji z archiwami i parafiami. Kopie bardzo starych zdjęć rodzinnych, których niektórzy nigdy nie widzieli. Ten segregator dany był do oglądania przez cały czas zjazdu. Przechodził z rąk do rąk. To było pokazanie w wielkim skrócie, czym i w jaki sposób zajmują się genealodzy amatorzy.

 Na zakończenie powiem, że I Zjazd Rodu Gaborów się udał. Otrzymujemy telefony i listy z podziękowaniami i gratulacjami dobrej organizacji. To prawda, że staraliśmy się wszystko dopracować do najmniejszego szczegółu. Mięliśmy na to dużo czasu. Zaczęliśmy myśleć o tym, wybierać miejsce i czas rok wcześniej. Zaproszenia i wstępny program rozesłaliśmy 9 miesięcy przed rozpoczęciem Zjazdu. Po tym okresie urodziło nam się całkiem dorodne dziecko. Jak przystało na regularny poród i u nas wody tylko deszczowe odchodziły. Ważny jest więc wybór miejsca przygotowanego na każdą ewentualność. Przetrzymaliśmy nawet ulewę i bawiliśmy się dalej. Trochę nam to skomplikowało plany, ale nikt z tego powodu humoru nie stracił i wszystkie przewidziane punkty programu się odbyły.

 Gdyby ktoś był zainteresowany szczegółami i formalnościami, które trzeba dopełnić w instytucjach to proszę o kontakt z nami, a chętnie podzielimy się naszymi doświadczeniami.

Anna i Jerzy Gabor